?Powstanie Wielkopolskie ? Zapomniane Zwycięstwo?
?Polowy obóz Powstańczy?
Dni Ułana, 20.04.2008
Widziane oczami skryby obozowego:
Nie po raz pierwszy dane było mi uczestniczyć w obchodach dni Ułana, jednak po raz pierwszy w historii mojego uczestnictwa przydzielono zadanie, które sprawiło mi jednocześnie ogromną satysfakcję ale i sporo cierpienia (o czym później). Muszę jednak zaznaczyć, że nie dane było mi widzieć wielu atrakcji przygotowanych z tej okazji, w związku z powyższym relacja ta jest subiektywnym opisem tego co ujrzałem w promieniu zaledwie 5-7 metrów dookoła siebie.
Cóż, jak mówią: służba nie drużba?
I jeszcze jedno słowo tytułem wstępu: niech nikt również od tej chwili nie próbuje powiedzieć, że zadania kancelisty, skryby czy jakkolwiek inaczej nazwiemy człowieka siedzącego za biurkiem, są mniej niebezpieczne i bolesne od tych, które wykonują żołnierze na pierwszej linii. Osobiście uważałem tak, do momentu, aż sam nie doświadczyłem tego na własnej skórze.
Od wczesnych godzin porannych prace w obozie powstańczym, który wzniesiony został rękoma członków Stowarzyszenia Grupy Rekonstrukcji Historycznych ?3 Bastion Grolman?, trwały w najlepsze.
Poprawiano ?zasieki?, mające powstrzymać napierających zwiedzających, gdzieś w tle słychać było odgłosy rąbanego drewna, którym opalić miano kuchnię polową, nad która opiekę sprawował kolega Jacek - kucharz jakich mało. Z czasem nad obozem i jego najbliższą okolicą zaczął roznosić się zapach gotujących się potraw. Słowem, każdy miał zadanie do spełnienia, i każdy w jak najlepszy sposób starał się z nich wywiązać.
Jak już wspominałem, z przydzieloną funkcją kancelisty, miałem zorganizować punkt werbunkowy do Straży Ludowej. Z pomocą kolegi Tomka, i pod czujnym okiem komendanta obozu, stanowisko zostało przygotowane szybko i sprawnie i niemal od razu gotowe było do przyjmowania ochotników. A tych było nie mało? Odniosłem wręcz wrażenie, że niemal każdy z widzów, którzy tego dnia tak tłumnie stawili się na Cytadeli, chciał wstąpić w szeregi Straży Ludowej. W związku z tym pracy było nie mało.
Jak wyglądał nasz punkt werbunkowy?
Na prostym drewnianym stole ustawiono maszynę do pisania, która służyła raczej jako eksponat i dodawała niemałej już i tak powagi naszemu stanowisku. Jednak najważniejszymi przedmiotami, które tak naprawdę był istotą naszej pracy były: pieczęć, kałamarz z dwoma piórami i stos około 800 legitymacji gotowych do wypisania i wręczenia ochotnikom. Od godziny 9:30 do godziny 16:00 razem z kolegą Tomkiem wypisaliśmy niemal wszystkie legitymacje, nie licząc tych paru z błędami, lub tych na które padły potworne kleksy - co świadczy, że pisanie piórem maczanym w kałamarzu wymaga, dużej uwagi i skupienia. Zapisywały się całe rodziny, zapisywano nienarodzone jeszcze dzieci, a i w trzech przypadkach mieliśmy nawet ochotników z zagranicy! (Glasgow i Londyn) Odzew wśród ochotników zaskoczył nas kompletnie ale i sprawił, że opłaciliśmy ową służbę potwornym bólem dłoni wyczerpanych wielogodzinnym pisaniem. Nasz punkt pełnił również ograniczoną niestety przez warunki funkcję edukacyjną. Staraliśmy się odpowiadać na wszelkie pytania i rozdawaliśmy ulotki informujące o działalności naszej grupy, o historii powstania wielkopolskiego, a także ulotkę z sylwetką powstańca, która miała za zadnie przybliżyć wszystkim zainteresowanym umundurowanie z okresu Powstania Wielkopolskiego. Zainteresowanie nimi było tak ogromne, że rozdano ich blisko 3500.

Innym punktem w naszym obozie, który cieszył się taką samą jeśli nie większą popularnością, była kuchnia polowa wydająca porcje grochówki. Kto jej nie spróbował ten nie wie co stracił. Miałem to szczęście spróbować jej i przez tych parę chwil zapomniałem o bólu i zmęczeniu.
Reszty wydarzeń, które miały miejsce wokół naszego obozu mogłem się tylko domyślać, gdyż jak już wspomniałem, niewiele było czasu by się po okolicy rozejrzeć. Legitymacje wypisywaliśmy nawet wtedy, gdy obok trwała ?bitwa??
Z przykrością muszę też stwierdzić że nie dla wszystkich chętnych starczyło legitymacji, co traktować należy jako naprawdę dobry znak. Mamy nadzieję, że w przyszłości będziemy lepiej na ten wspaniały odzew ochotników przygotowani.
Festyn historyczny, którego bez wątpienia częścią, był obóz wystawiony przez Stowarzyszenie Grupę Rekonstrukcji Historycznych ?3 Bastion Grolman?, okazał się być udanym przedsięwzięciem. Bardzo ważne jest to by pamięć o wydarzeniach, z lat 1918- 1919 prezentować w każdy możliwy sposób, najlepiej taki, który najskuteczniej trafi do widza. Obóz powstańczy i to co się dookoła niego, w niedzielę 20 kwietnia 2008 roku, się działo jest tego najlepszym przykładem.
Michał ?Lowelas? Krzyżaniak
SGRH "3 Bastion Grolman"












