"Czerniaków 1944"
?tym galeonem barykady planetę ognia opływamy
nic nie widzący niewidoczni przejrzyste cienie dni
w popiołów bluszcz się zapadamy w który zmieniły się pokłady
niebo się coraz wyżej złoci okręt nabiera krwi
unoszą nas ceglane fale piętnastoletnich kapitanów
spełnienie marzeń o podróżach w nietknięty stopą świat
i byle prędzej byle dalej wczepieni w burty potrzaskane
nim ciało całkiem się zanurzy w ciszę bezdenną blach
map popalonych czarne ptaki krążą dokoła gniazd bocianich
z których nikt nie zawoła ziemia by wyrwać nas ze snu
inne dziś nas prowadzą znaki my już dla świata niewidzialni
i jeden tylko zbudzi hejnał żelazne kule głów...?
Nie moje to słowa i nie do mnie należą. Ci, którzy o to walczą teraz giną lub idą do niewoli. Leżę, nie mogę się ruszać. Przy mojej głowie leżą nogi mojego dowódcy. Są nieruchome. Widzę martwego rozerwanego powstańca i teraz wiem, jak wielką cenę zapłaciliśmy za własną lekkomyślność. Jeden ukryty granat... Nie mogę się ruszać ani mówić. Tkwią we mnie niezliczone odłamki, słabnę... Silna eksplozja przeszywa powietrze. Kłęby dymu unoszą się z bramy na dziedzińcu podwórza, na którym leżę. Do budynku wchodzą nasi. Strzały, krzyki... Z drugiego piętra, przez okno klatki schodowej, zwisa ciało martwego powstańca. Jego broń - sten - jakoś dziwnie trzyma się martwych już rąk. Pojedyncze smugi dymu stopniowo unoszą się z otwartych okien na kolejnych piętrach klatki schodowej. Z budynku wyprowadzani są powstańcy. Stoją twarzą do ściany. Trwa brutalna rewizja. Jestem coraz słabszy. Mój mundur przesycony jest moją krwią, moje ręce zbroczone krwią. Krwią nie tylko moją, a przecież jestem tylko zwykłym liniowym żołnierzem, przypadkowo zamieszanym w tą ?aferę?, nie jestem oprawcą... Z każdą chwilą jestem coraz słabszy. Zrywane są powstańcze opaski. Krzyki i ponaglania przeszywają duszne powietrze. Formowana jest kolumna jeńców... Wtem jeden z nich próbuje uciec. Przebiega zaledwie parę metrów... Jego ostatnich parę metrów. Widzę jak eskortowana kolumna jeńców zbliża się w moim kierunku. Są już blisko widzę tylko ich nogi... Chciałbym, aby ktoś wyciągnął z mych oczu to szkło bolesne, obraz tych dni... ale moje oczy już nic nie widzą. To już koniec.
?pomódlmy się wśród drzew
za upadły rząd za przelaną krew
za wzburzony los
i za śmierć od kul
i od byle rdzy
i za własny ból
i za czyjeś łzy?
Gloria victis!
Tekst: Rober "Karl" Szafraniec SGRH 3 Bastion Grolman












